środa, 18 lutego 2015

Po dwóch stronach - „Pomiędzy kwartałami śpieszył się i zwlekał” Aleksandry Słowik



I nic się nie stało. Wyjechałam na wieś z miasta, które zawisło do góry nogami. Wracam tam, kiedy mam ochotę:

przeczuwam
mierzę
miasto
zasklepione we śnie
śmiertelnie ciche
nieme
w jasnoszarym powietrzu
dzień nie rozbudził jeszcze

swoich zwłok. /Axis urbi - moment/

Aleksandra Słowik dedykowała tomik Tym, którzy mieszkają po wewnętrznej stronie. Od razu przypomniałam sobie książkę Neila Gaimana Nigdziebądź, którą czytałam przed laty. Gdzie świat magii urzeczywistnia się, a ludzie rozmawiają ze szczurami, są niezwyczajni, inni, a tacy sami. Bardzo lubię czas po wewnętrznej stronie. Dotykać ziemi, bruku, liści. Spacerować nocą w miejsca, od których stronią inni. Widać jedynie ich profile. Ciemne podwórka, obskurne kamienice, kąty, a w nich czają się bezdomne koty. Kogo podglądam w wierszach Oli? Siebie. W chłodny, deszczowy dzień. Wyobrażam sobie hotele, pojedyncze ulice, skrzyżowania i zastanawiam się, kto przechodził tędy przede mną. Ola nie ogranicza się do miast dobrze mi znanych. Opisuje i te, które toczy choroba, wielkomiejskie szmugle, figle i zupełnie nieznane, do których wciąż szukam połączenia. Wiele w wierszach znaczeń, tropów, esencji. Za nimi zawsze stoi człowiek. Miast nie byłoby bez ludzi, bez ich determinacji, ciekawości, pomysłowości, chęci odkrywania. Błądzę więc po lotniskach, gubię się we mgle, a kiedy nalewam whiskey do szklanki czytam:

Z uniesienia ręki
błękitny
zarys
żyły;

wypływa rzeka z jeziora Uigeadail wprost do morza
przy destylarni Ardbeg. Zbieg okoliczności
na kilka domów i bar. /Islay/



I rozkoszuję się smakiem, czuję w sobie skamielinę, to jest właśnie wewnętrzne podróżowanie. Wejść tu, wyjść tam. Trzymam na półce pamiątki z Barcelony. I proszę, są teraz jakby bliżej. Wspomnienia układają się wersami z wierszy. Nie muszę naciskać samowyzwalacza, nie muszę wychodzić z domu. Nic nie muszę. Poezja Oli to składniki miejsc i proces poznawania. Towarzyszą mi różne schorzenia, przystanki, odpływy, przypływy. Jestem w moim Nigdziebądź Olu. Drapię ziemię, dotykam dusz, o których wspominasz. Przekopuję kwiatki, identyfikuję się z mieszkańcami, albo uciekam. Przechodzę z domu do domu. Zapisuję numery. Jest to niezwykła książka. Naznaczona powidokami, zapachami, ziołami, smakiem wina. Mogłabym zidentyfikować przynajmniej kilka miejsc, w których mieszkałam. Przyglądam się temu, co ludzie stawiają na stołach, wieszają na ścianach, jaki oglądają film. Jestem współobecna w tych lirykach, w kadrach, pod językiem spacerowiczów. Patrzę ich oczami. Dziwię się.


Kto tam? To morska trawa kwitnie w materacach,
zapyla czas. /Dom VIII/

Wiersze weszły we mnie, tak jak ja wtargnęłam na skrzyżowanie. Nie od razu zrozumiałam, co do mnie mówisz. Nie od razu poczułam metafizyczną konsumpcję miejsc. Pustostany, dzielnice trawione bezczasem. Mogłabym podążać z mapą, jednak przyglądam się zgniliźnie, tonom śmieci. W wierszach mieszają się śpiewne trele ptaków, z odgłosami drepczących ludzi. Ożywienie poszczególnych placów, ład miesza się z nieporządkiem. Kiedy cierpiałam na bezsenność, wydawało mi się, że świat zmierza do samounicestwienia. Trwałość przedmiotów nie była tak oczywista, jak kruchość życia. Po lekturze wierszy, ciągłym przekraczaniu progów, krawężników, zakrętów, uświadomiłam sobie skąd brały się lęki. Pewnie to absurdalne, ale wielowymiarowość myślenia, odchodzenie od jednego istnienia w drugie, wydaje się czymś naturalnym. Jestem teraz na przedmieściach czasu teraźniejszego. Wciąż myślę o ludziach, których spotkałam, o tych, których spotkam. Tworzę własne miasto. Kupuję nowy dywan, lampę. Ktoś w Kanadzie maluje nosorożce, inny wyplata z wikliny kosze. Dziewczynce spod czwórki wypadł ząb. Czy przeraża mnie jałowe życie? Jaki jest sens mojego bycia tutaj, a twojego tam? Gdybyśmy mogli przemieszczać się tak szybko, mogłabyś teraz napić się ze mną kawy. 

Tak życie odłupuje się od nas kwartałami.
w miejsce świętych przysiąg budujemy miasta,
zakładamy cmentarze. Pilnujemy granic, gdy kłamie obietnica.

Nie przysięgajmy na nic.
Na nic poza urnami wysianymi do morza. /Dziesiąte/

Autor: Aleksandra Słowik Pomiędzy kwartałami śpieszył się i zwlekał
Wydawca: Oficyna Wydawnicza ŁośGraf, Warszawa 2013


















Miałam z Olą swoje pięć minut w 2012 roku w Tarnowskich Górach



5 komentarzy:

  1. Chcę być w Nigdziebądź, to takie słowo, za którym kryje się wszystko. Miejsce to chciałabym poznać. Wprowadzasz w świat Oli, niezwykle poetycko Małgoś. Też mam ochotę śledzić siebie po tej swojej stronie której udaję, że nie znam. A wnętrze, nierzeczywistość i poszukiwanie wytartych marzeń, to jednak mój świat. Czuć zapachy, smakować, widzieć i być. <3
    http://youtu.be/nvr7T4sfads

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są wiersze, które pachną, są takie, które nas wciągają bez reszty w swój świat... jak muzyka

      dziękuję :)

      Usuń
  2. ładnie tu u Ciebie! Wiesz, a może czasem poczytałabyś na głos jakiś fragment, tak lubie gdy ktoś czyta na głos, a Ty masz ciepły głos. pomyśl o tym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślę o tym... coś mi przyszło do głowy :) kiss

      Usuń