środa, 26 października 2016

„nabieram się” - Teresa Radziewicz

                                       




                                           Wciąż zdarzają nam się dobre chwile.
                                                                 M. Południak

budzę się w mlecznym blasku sierpniowego
poranka, który powoli przekształca się w jasność
słońca na lipcowych liściach. światło

ogarnia mnie, światłem oddycham, nabieram
światła na jutro, nabieram się godziną spokoju,
pracowitym dobrym dniem, wieczorem
wypełnionym śmiechem i ciepłymi słowami.

na nic to, na nic, na krótko - już skrada się
zapach nieszczęścia, chwyta w swoje więzy,
a moje stopy kieruje w ciemną stronę czasu.

chwytam się, jak mogę, dni, blasku i liści
- dobrych chwil, póki jeszcze przychodzą


wiersz z tomu - pełno światła

białostocka
kolekcja
filologiczna
2016

wydanie II

środa, 6 lipca 2016

Figury retoryczne, „Sezon zamkniętych serc” Wioletty Leśków-Cyrulik



   Bohaterowie książki Sezon zamkniętych serc Wioletty Leśków-Cyrulik znaleźli się w emocjonalnym kryzysie. Miejsca, gesty wskazują, że główna postać powieści tkwi w depresji. Nie potrafi podejmować odpowiednich decyzji, wciąż ucieka przed przeszłością. Nie wie, czy chce trwać w związku, w pasywnej roli dziewczyny Darka. Mężczyzny, który dla niej podpisał dwuletni kontrakt w Islandii. Uznał, że tylko w ten sposób uratuje ukochaną przed biernym topieniem się we wspomnieniach. Uznał również, że mogą zamieszkać gdziekolwiek, byle jak najdalej od Wrocławia, wiecznego niezadowolenia i codziennych lęków Agnieszki.

   Powieść, błędnie kwalifikowana jako współczesny romans polski, nie spodoba się miłośnikom namiętnych uniesień. To nie ten rodzaj emocji, nie ta historia. Autorka zafundowała głównej bohaterce emocjonalny rollercoaster, a także wyjazd na wyspę bez znajomości języka obcego. Agnieszka to absolwentka filologii polskiej, osoba buntownicza, ale bezwładna, władcza, ale chowająca się w głąb siebie. Moc sprzeczności, jednak będąc już na dnie, tłumaczy sobie, że nie ma dla niej lepszego rozwiązania. Postanawia napisać książkę, zmienić się, nauczyć rozmawiać. Nowe narzędzia, nowe życie - to ma być jej czas. Pasywność zaczyna jej ciążyć jak przydługa grzywka. Ciąży ciągłe czekanie na Darka, aż rozwiąże jej sprawy, powie za nią wszystko, przetłumaczy, co ma do powiedzenia. A on marzy, by wreszcie poszła przed siebie, usamodzielniła się, rozprawiła z koszmarami, strachem. Jej nieprzewidywalność podobała mu się tylko przez chwilę, teraz oczekuje, aż świat wyda się Agnieszce wystarczająco pociągający i ona wyjdzie z tej zamkniętej struktury, jaka pozwoliła jej stworzyć wokół siebie dystans.

   Wioletta otwiera wątki i nie zamyka ich jednoznacznie. To powoduje, że przez przyzwyczajenia czytelnicze nie jesteśmy w stanie doprecyzować do końca tego, co dzieje się w danym momencie książki. Co absolutnie nie jest zarzutem, uważam, że dzięki takim zabiegom łatwiej i szerzej wychodzi się poza schemat. Atmosfera małej mieściny, jej nastrój współgra idealnie z moim życiem na emigracji. Rozumiem, że przedstawione w powieści sytuacje mogą być dla głównej bohaterki trudne, że ludzie, których spotyka, są jej ciekawi, że w cichym Vopnafjörður odbywa się pewnego rodzaju rozgrywka psychologiczna i wszyscy są uwikłani we wzajemne zależności. Ale właśnie tak wygląda życie na prowincji. Agnieszce wydaje się, że może być, kim chce, że jest niewidoczna, jednak okazuje się, że odbijając się codziennie w witrynach sklepowych, pozostawia trwały ślad, trwałe odbicie także w tych, którzy ją zza tych witryn oglądają, a których ona spotyka przypadkowo. Ludzie ci potrzebują siebie wzajemnie, więc rodzą się nowe przyjaźnie, kiełkują więzi. Punktem zwrotnym jest moment podjęcia przez Agnieszkę pracy. Seks, identyfikowany z literaturą kobiecą jako kicz, nie jest tematem tej historii, prawie w niej nie występuje. Dziwi niekorelująca z treścią okładka, a blurb na skrzydełku zaskakuje i wprowadza czytelnika w błąd co do właściwego sensu, ponieważ w tej powieści najważniejsza jest warstwa psychologiczna.




Autor: Wioletta Leśków-Cyrulik Sezon zamkniętych serc 
Wydawca: Zysk i S-ka, Poznań 2016
ISBN 978-83-7785-847-9

sobota, 11 czerwca 2016

Strach - Tytus Żalgirdas

nikt o zdrowych zmysłach/ nie bywał w tamtej okolicy// gdyby się
dało to/ jej nazwę wymazano by z map// swoją drogą nieużywane
słowa/ przestają istnieć// tej nazwy dawno przestano/ używać więc ją
zapomniano// mnóstwo tam/ tyle wystarczyło// zdarzyło się że owca/
odłączyła się od stada// albo krowa czy osioł/ poszły tam w szkodę//
nikt nie szukał zguby/ ani jej nie opłakiwał// tak pewnie musiało być/
mówiono kiwając głowami// był jeden odważny/ (wieli mówiło głupi) /
poszedł tam i nie wrócił// tego miejsca nie trzeba było grodzić/ strach
był najlepszym ogrodzeniem// wszystko można zapomnieć/ pamięta
się tylko strach

VIII 2013

z tomu:

MITY
FIK
ACJE

Tytus Żalgirdas, Biblioteka Arterii 2016




poniedziałek, 4 kwietnia 2016

SPAĆ Z KOTEM W ŁÓŻKU (Lars Gustafsson, tłum. Z. Kruszyński)



Nie wiem, czy lubię koty.
Moim zwierzęciem jest pies.
Psy rzadziej kłamią.
Ale przyjemnie jest spać z kotami
w łóżku, gdzieś w nogach łóżka,
tam gdzie palce ostrożnie
wyglądają na świat wśród nocy
jak strażnicy na murze
bardzo starego miasta.
Miasto Sen, Równina Mroku.
Kot w odpowiedniej odległości
i cichym porozumieniu
z palcami: 10 obrońców
przed ciemnością, chaosem, nicością
i odgłos pociągu w dali.


Sen kota wywołuje we mnie
głębszy sen,
gdy jak embrion zwija się
wokół własnego środka,
stwarza wrażenie zażyłości,
tak, zadomowienia w tym świecie,
jakby to było
naturalne miejsce
do życia.



Lars Gustafsson zmarł 3 kwietnia 2016

sobota, 2 kwietnia 2016

Retrospekcja. Marcin Zegadło „Hermann Brunner i jego rzeźnia”



Ostatnio wspominałam lata osiemdziesiąte i kiedy przypomniałam sobie Piosenkę o lataniu Marcina Zegadły z tomu Hermann Brunner i jego rzeźnia, zrozumiałam, jak życie zatoczyło koło. Nie jesteśmy rówieśnikami, jednak dostrzegam w jego wierszach niezwykłą bliskość przeżyć. Grzebanie w piasku i nieustające napięcie, które zostało we wspomnieniach. Wiersze dla mamy, siostry i przyjaciół. Są tam również, a może przede wszystkim, babcia i dziadek. Tom mocno przesiąknięty relacjami i pamięcią. Bo właściwie dlaczego Hermann Brunner nie miałby patrzeć na szczęście i nieszczęście chłopca, jego przyjaciół, którzy układali rymowanki o partyzantach?


(...) życie do podziału. równe porcje, życie, które nas zatrzyma
i będziemy puszyć się, dobrze nosić. partia będzie zmęczona
jak wyścig pokoju. a dziewczyny będą miały różowe upięte
we włosach. zanim poczuję na swoim brzuchu ich nagie piersi, 

lato – stanie się ozdobne i martwe. ciężkie jak ciało, 

które po nas zostaje.

Czas przemian, zamknięty w wersach, w kadrach, które lepią się do rąk. Choroby drążą życie. Ludzie opowiadają historie o różnej sile. Wychowani na biało-czarnych filmach, na serialu Stawka większa niż życie i wszystkim, co działo się pomiędzy. Poszukiwacze przygód osadzeni głęboko w życiu. Żydowskie dzieci, ich senność i śnienie, co było, a co mogłoby się wydarzyć.

(...) ponieważ wszystkie wojny skończone, dzielnica jest wolna
i można się opalać nad glinianką. na hałdach gapić się 
na dziewczęta, które spinają włosy przed kąpielą, odsłaniają piersi.
śmierć dla nich połknąć jak stojącą wodę. można by za nie na dno.

pamiętasz, czy tamtej wiosny nasze ciała wracały jeszcze

na brzeg?


Mnóstwo w tych wierszach istnień. Formującej się kultury, stłoczonych obrazów i skojarzeń. Specyficzna transgresja, dzięki której zmienia się droga, przez te wszystkie lata oznaczona w tytułach wierszy. Tematy, jakich dotyka, dawne lęki i klęski, winy, wszelkie wady życia, miękko rozchodzą się lub manifestują pokoleniową przemianę. Poszukiwanie granic. Rozpamiętywanie i codzienność osadzona w pewnej obsesji. W poezji Marcina znajduję wszystko, czego potrzebuję. Świadomość przeplatającej się historii z fikcją. Solidne wartości i słuszne tezy, które poeta stawia i rozwiązuje w mocnych puentach. Prowadzi nas w lekturze nieuchronną drogą i jest w tym niemożliwy, nie ogranicza się, ale jednak zachowuje dystans, miejsce dla intymności. 

(...) ciężki jak różaniec odmawiany w burzy i ogniu. zupełnie jakby
kruszył się zwęglony giordano bruno, a wokół połykano by
wino i owoce. jeżeli to było życie, które podeszło nas jak czerniak,
a my wciąż jednakowo potrzebujemy słońca i spermy. pocałunków.
zupełnie zbędnych wstępów do prostych gier, wciąż koniecznej

śmierci w nasieniu i ślinie. i jeszcze nasze dzieci w inkubatorach,
szkołach, kościołach i w trumnach – nasze tętniące centrum
jak eksplozja czarno-białych klisz (...).


Autor: Marcin Zegadło, Hermann Brunner i jego rzeźnia 
Wydawca: Wydawnictwo FORMA. Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy, Szczecin, Bezrzecze 2015

czwartek, 3 marca 2016

Oftalmoskop - Ewa Elżbieta Nowakowska


Cienie bezlistnych gałązek
osiadają na murze
jak drobne żyłki
dna oka
które widzę gdy lekarz
świeci oftalmoskopem
wpuszczając przez źrenicę
snopowiązałkę blasku

Nagle tracę pewność
gdzie kończą się
gałęzie
i zaczyna
pulsująca w naczyniach
pamięć




Z tomu Nareszcie
Wydawnictwo Forma 2014
strona 39.

wtorek, 19 stycznia 2016

Oczy są głębsze od roślin - Tomaž Šalamun



Uszy mam pokryte łatami i
czuję. Dlatego wiem i drapię, dlatego

czuję. Wartość kiełkuje. Wartość potrzebuje
dwóch minut, żeby zaskwierczeć. Tutaj pachną

cytryny, twoje uszy. Żeliwo.
Nachtigal. Katedry są. Rynna się

pruje. Chodzę po czubku nieba i
klaszczę. Rynna nachyla się na płaską

podłogę. Niech najżaba weźmie oś. W
Moskwie chodziłem po ryżu i

Dragomoszczence. Wiesz co, wiesz co, zdejmij
kierunek. Nie chodź boso po pałacu. Trawy

są lepkie. Jestem wrzucony w kapitał, żeby
zamaskować swój spadochron, tragarzu.


Z tomu 'Pora roku' strona 45.
Wiersze przełożył: Miłosz Biedrzycki 


Tomasz zmarł 27 grudnia 2014 roku.